Czas wyjazdu:
25.12.2007 - 05.01.2008
Warunki pogodowe:
W dzień słonecznie i pogodnie, na północy wyspy (Cap Formentor, La Creveta) bardzo wietrznie. Temperatura w okolicach 14-16 stopni.
W nocy odczuwalnie koło 10 stopni. Sensowny śpiwór i namiot wystarczają. No nie mówiąc o karimacie, którą udało mi się zapomnieć i musiałem dokupić na Majorce za 6.5Euro.
Temperaturę wody można porównać do temperatury Bałtyku pod koniec marca. Dało się wykąpać przed pójściem spać, ale nie wspominam tych momentów jakoś nad wyraz przyjemnie...
Przez całe 9 dni zdarzył nam się jeden deszczowy dzień, akurat w sam raz na wycieczkę samochodową wzdłuż południowego wybrzeża, gdzie droga biegnie tuż obok morza i można zatrzymać się, żeby pooglądać większe fale.
Przelot:
Najtańszy przelot znalazł serwis http://travelovo.pl
1100zł na osobę w dwie strony, akurat w tym terminie nie dało się taniej, ale gdybyśmy wylecieli około 2-3 dni wcześniej bilety kosztowałyby około 400zł taniej. Przelot na Majorkę był z jedną przesiadką (Dusseldorf), a do Polski z dwoma (Barcelona, Dusseldorf). Lecieliśmy z Katowic do Palma de Mallorca.
Samochód:
Wynajmowany za pośrednictwem http://carjet.co.uk
Wynajęliśmy Clio 1.2 na 9 dni. Koszt wynajmu to 97Euro i przy odbiorze trzeba było zapłacić z góry za pierwszy bak benzyny, około 50Euro.
CarJet uparcie informuje, że do wynajęcia samochodu potrzeba karty kredytowej, chociaż moja Visa, z dopiskiem Debit, dała radę ;] Za samochód zapłaciliśmy jeszcze z domu, przez internet. Trzeba pamiętać o wydrukowaniu i zabraniu vouchera na samochód.
Kierowca musi mieć minimum 21 lat i mieć prawo jazdy od ponad roku. Pan w okienku CarJet'a pomylił moje prawo jazdy, ze świeżo odnowionym dowodem i ze stoickim spokojem poinformował mnie, że samochodu mi nie wypożyczą, ponieważ posiadam prawo jazdy krócej niż rok. Na jego i moje szczęście sytuacja wyjaśniła się dość szybko...
Łącznie przejechaliśmy niecałe 600km - całe wybrzeże i kawałek. Musieliśmy raz zatankować dodatkowe 10litrów benzyny, która kosztowała 1.2Euro za litr.
Dodatkowo można wykupić, już na lotnisku, ubezpieczenie opon i podwozia, za około 16Euro. My tego nie wykupiliśmy, ale z perspektywy czasu chyba warto. Drogi na Majorce są wąskie, kręte i często pokryte spadającymi ze zboczy kamieniami, więc przy odrobinie pecha można złapać gumę.
Dzięki wynajęciu samochodu mogliśmy w 9 dni zobaczyć całą Majorkę, zwiedzić praktycznie każdy rejon wspinaczkowy, który nas interesował. Był też czas na powrót do Palmy na szybkie zakupy wspinaczkowo-jedzeniowe. Samochód pomaga w zróżnicowaniu wyjazdu. Można bez problemu z rejonu wspinaczkowego znaleźć się w rejonie widokowym czy turystycznym. Naprawdę dobrze wydane 160Euro.
Jedzenie:
W Palmie jest Carrefour, w którym można zrobić zapasy po całkiem sensownych cenach. Dobrym pomysłem (o ile wynajmie się samochód) jest zakup kilku 5cio litrowych baniaków wody, w sam raz do umycia się.
Sklepy wspinaczkowe:
Z grubsza są tam dwa sklepy, ale tylko jeden porządnie wyposażony - Foracorda, w Palmie. Można tam dostać praktycznie wszystko - kartusze do palników, sprzęt wspinaczkowy, ubrania, sztuczną tufę...
Przewodnik:
Prześwietny - Mallorca (2006, Alan James, Mark Glaister, wyd. Rockfax). Można kupić na eBay , wychodzi odrobinę taniej niż ze strony wydawnictwa , albo można kupić już na miejscu w Foracorda.
Przewodnik po DWS'ach (Deep Water Soloing, wspinaczka nad wodą) można dostać w formie PDF'a u tego samego wydawnictwa - Mallorcan Psicobloc.
Biwakowanie:
Praktycznie w każdym miejscu, w którym chce się rozłożyć namiot (plaża, skały) jest zakaz rozkładania namiotów i rozpalania ognisk. Praktyka pokazuje, że przy odrobinie szczęścia nikt się nie doczepi, tylko trzeba ładnie po sobie posprzątać i zapewnić dociekliwych miejscowych, że wcale nie spało się tam gdzie się spało. Haczyk jest taki, że pojechaliśmy daleko poza sezonem, kiedy wszystkie miasteczka nadmorskie i znajdujące się w rejonach wspinaczkowych są praktycznie wymarłe. W sezonie prawdopodobnie ktoś może pilnować czy nikt nie biwakuje 'na dziko'.
W ostateczności albo kiedy z lenistwa nie chciało nam się rozkładać namiotu, spaliśmy w samochodzie.
Nocleg:
Odwiedziliśmy tylko jeden Hostel, w Portocolom. Nazywa się HPC, odrobinę zamaskowany, żeby wynająć pokój trzeba wejść do restauracji o tej właśnie nazwie i zapytać o pokój. Zapłaciliśmy 54Euro za nocleg (poza sezonem) w dwuosobowym pokoju z klimatyzacją i łazienką. Po myciu się w lodowatym morzu czy baniakach z wodą, gorący prysznic był całkiem pożądany. Jedynie rano musiałem zapewniać miłą Panią, że nie nocowaliśmy ani od trzech, ani od dwóch dni, a za pokój zapłaciliśmy z góry.
piątek, 11 stycznia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz